czwartek, 20 marca 2014

Jest tak...


 Miało być tak:
ja matka, pełna energii, radości
dzieci, uśmiechnięte, najedzone, zadowolone
mąż, szczęśliwy, spełniony, uśmiechnięty
dom czysty, obiad codziennie pyszny i  nawet ogród się jakoś sam robiący...
Miałam mieć wiele sił, biegać po domu dalej jak biegałam, gotować co najmniej tak jak gotowałam, gości przyjmować i dziećmi bez problemów się zajmować. Miałam pakować Polę do chusty i biegać z Lenką za rękę na plac zabaw bo przecież wiosna już! Miałam radzić sobie gdy mąż w pracy, dawać mu się wysypiać po nockach.
Miałam...

Okazało się że moje hormony zrobiły psikusa.
Już w szpitalu płakałam. Potem w domu nie wiedziałam co się dzieje ze jestem jakaś "inna". Niby już jedno dziecko miałam ale wszystko było jak pierwszy raz. Chyba sobie nie radziłam!
Ktoś powiedział że po cesarce hormony tak wariują.

A przecież nie było źle. Babcie w pogotowiu, mąż pomagał jak mógł, nawet dziecko od razu przesypiało co najmniej 6 godzin od wieczora.



A ja taka jakaś zagubiona, sfrustrowana byłam, przestraszona... Lenka dokuczała, nadal dokucza...
Raz płakałam że sobie nie radzę, innym razem że zaniedbuję Lenkę i dlatego ona tak bardzo chce zwrócić na siebie uwagę, jeszcze innym że to Pola jest poszkodowana bo już tak jej uwagi się nie poświęca jak pierwszemu dziecku a innym jeszcze że zmęczona jestem i niewyspana...

Ale ja wiedziałam że tak będzie, wiedziałam że spać nie będę, wiedziałam że jeśli chcę karmić piersią to muszę na to poświęcić co najmniej połowę doby na początku, wiedziałam że nie będzie czasu na rozczulanie, że będzie inaczej niż z Lenką... ja to wiedziałam.
Tylko myślałam że sama inaczej zareaguję.

Uczymy się, Docieramy. Dałam sobie czas. Zatrzymałam się na ile się da. Zatrzymałam dni choć one takie podobne do siebie na razie.
Stanęłam i nie przejmuję się tym co wokół.
Te dni już nie wrócą a tak szybko mi uciekają.

Wyjątkowy czas przyszedł. Znowu mogę cieszyć się bliskością maleńkiego  człowieka. Karmienie piersią jest cudowne choć wiąże się z wieloma problemami.

Mam dom, cudowne zdrowe dzieci i męża, który pracuje po pracy w domu i koło niego by było pięknie bo wie jak ja tego pragnę...
Mam mamę, która gotowała za mnie obiady gdy ja leżałam i karmiłam, sprzątała gdy ja nie mogłam się schylić bo jeszcze rana bolała... Mam siostrę, która martwiła się że zaniedbuję siebie bo dzieci zajmują cały mój czas...
Mam przyjaciół, którzy mi pomogą jeśli ich o to poproszę...
Mam co jeść i nie ważne że nie upichcę gołąbków czy nie ulepię pierogów, ale zrobię szybką zupę i ziemniaki z kotletem.

Mam wszystko a nawet więcej niż bym chciała.
A poukłada się wszystko.










sobota, 15 lutego 2014

Pola

Tak na moment ze szpitala
Chciałam tylko Wam pprzedstawić
Moja córka Pola, urodziła się 12.02.2014 roku o godzinie 9:20 przez zaplanowane dzień wcześniej cesarskie cięcie. To była dobra decyzja... Ważyła 4960g!! I jest wysoka na 61 cm!
Jest duża, silna i zdrowa! I to najważniejsze.
Lenka jest siostrą zachwycona!!

A ja?
Jestem szczęśliwa że wszystko się dobrze rozwiązało.
Obolała, ale dziwne żeby nie.
Pełna obaw ale i nadziei na kolejne dni.
No i chcę już do domu.
W niedzielę tam będziemy!

Dziękuję za wszystkie Wasze słowa otuchy, za kciuki trzymane i za mysli blisko nas...
Dziękujemy!!

piątek, 7 lutego 2014

Oczekiwanie

Czekam..
Wszyscy czekamy...
Już miała być, wszyscy myśleli że będzie w styczniu, ja nie chciałam na rocznicę śmierci Sewerynka. Takie obciążenie dla dziecka jakieś mi się wydawało...
Już luty i nadal czekamy.

W poniedziałek idę do szpitala.
Chciałam z zaskoczenia, nie wyszło. No chyba że się jeszcze uda.
Ale teraz już sama nie wiem co lepsze. Zdaję się na lekarzy. Boję się i modlę żeby wszystko było dobrze.
Nie chcę pisać jak mi już ciężko. Bardziej chyba psychicznie niż fizycznie choć i fizycznie nie daję rady.
Nie będę dodawać moich zdjęć bo jestem ogromna!

Chciałam tylko żeby Ci co się interesują wiedzieli.
Nie urodziłam jeszcze.
Raczej sama nie urodzę tak dużej Poli.
Raczej poród się samoistnie nie zacznie.

Wszystko jest inaczej niż myślałam. Ale po raz kolejny przekonuję się że ciąża uczy pokory.

Trzymajcie kciuki!




środa, 15 stycznia 2014

Serce rośnie!!

Wiecie są takie dni że skrzydła rosną...
takie dni z uśmiechem od ucha do ucha
takie z dumą, która rozpiera serce,z radością prawdziwą
choć niby nic szczególnego się nie wydarzyło.
Niby...
bo wydarzyło się choć może to drobnostka...

Wygrałam aukcję Wielkiej Orkiestry, wygrałam poszewkę MALOWANE KREDKĄ SZCZĘŚCIE od Marysi!

Ona wielka Dusza Człowiek!
Cuda, cudowności tworzy!
Pięknie pisze, pomysły ma cudowne i serce wielkie, ogromne! 

Wielka Orkiestra... co tu pisać. Wszyscy wiemy! Ja wiem że ten Jurek tyle lat dobro rozsiewa.
Pamiętam jak o Jurku pisałam w piątej klasie podstawówki na polskim bo trzeba było coś napisać o jakimś idolu. I ja o nim wtedy:)


A teraz... ten cel...
Oddziały ratunkowe, pojęcie ostatnio bliskie mi bardzo, bo wystarczą czasem sekundy... a wiem też że czasem tych sekund może nie wystarczyć...
Dzieci...to już w ogóle! Nie mogę patrzeć na krzywdę tych najmniejszych! I nigdy, przenigdy nie chciałabym by moje dzieci z tych sprzętów zakupionych korzystać musiały...

A ja w niedzielę nigdzie nie wyszłam.
Ciężko mi już chodzić, Pola w brzuszku duża bardzo, czekać muszę a nie wiem czy uda mi się urodzić naturalnie bo jej się rosnąć zachciało... 
Pogoda smętna, do wieczora jakoś nawet nie pomyślałam że przecież zawsze choć parę groszy wrzucałam do puszki.
I tu nagle olśnienie! Licytacje! 
I dziś koniec ich. I mam! Jak chciałam, jak sobie założyłam! I bardzo zapragnęłam! Poszewkę!
A pieniążki poszły na ten cel, który jakoś jak nigdy bliski sercu...



Tak do mnie napisała:

"To ja dziękuję. To ja - dla mnie to wspaniale, że gramy razem - na przekór złym gadającym pierdoły ludziom, że nie podcinamy skrzydeł i lecimy równie blisko nieba jak te ptaki - bo warto, a za każde złe słowo ci źli ludzie i tak po dupie dostaną prędzej czy później, ja mam radość maratończyka, że tak się dzięki wam przepięknie to UDAŁO!!!"

A ja dziękuję jeszcze bardziej! Bo się udało na prawdę!!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Bo uśmiechu więcej bym chciała...




Ciągle się zbieram do pisania
Czasu niby nie ma ale jak się chce to się znajdzie odrobinę przecież
ale ja nie piszę nie dlatego że czasu nie mam choć mam go mało jakoś ostatnio
nie piszę bo nie chcę smutno a smutno jest

bo wiecie, Boże Narodzenie
Święta te pierwsze bez Sewerynka... minęły... ciężko
Wigilia, opłatek i to puste miejsce przy stole... takie wymowne jakby bardziej
bo dużo życzeń wkoło "wesołych" było a teraz "szczęśliwego roku"
a ja bym chciała by był lepszy tylko
by takiego jak tamten nigdy już nie przeżywać choć wiem że może kiedyś nadejść
bo nie wiemy co nas czeka...

Teraz rocznica niedługo
a ja na rozwiązanie czekam...
torbę spakowałam i ubranka czekają prawie gotowe...
i tak myślę sobie że Lenka ratowała nam życie rok temu prawie
a teraz mi życie ratuje Pola, to oczekiwanie na nią...
ratuje... jakby rozwesela
a ja łez już nie chcę

i rozumiem że wszystko ma swój porządek, na wszystko jest wyznaczony czas i miejsce
wiele rzeczy dzieje się bo dziać się musi by inne miały miejsce...
głupie to ale tak jest




i więcej chciałabym tu być...

bo samotnie jakoś się zrobiło i wieje pustką tutaj...

więc przepraszam za to...

Piękniejszych chwil Wam życzę...

wtorek, 17 grudnia 2013

Kocham ten stan...



Kocham! Po prostu!
Dużo myślę jak to będzie potem ale teraz się pałam!
Uwielbiam!
 

Ciążę!!!

Nie wiem skąd u mnie ta euforia z nią związana.
Choć mi już ciężko, choć spać nie mogę, zgaga dokucza, odpocząć nie ma kiedy bo Lenka absorbuje sobą bardzo, nie wszystko zrobić mogę, pilnować muszę ciśnienie, nie wolno mi za wiele robić żeby nic nie przyspieszyć, apetytu nie mam, mięso śmierdzi i mąż jak zje kiełbasę też ciągle mi śmierdzi...
Ale ja uwielbiam ten stan!

Nie tyję. 8 miesiąc i NIC! Żelazem się faszeruję ale poza tym to wszystko ok, szczupła nie byłam i nie będę długo więc brak dodatkowych kilogramów w moim przypadku nie jest niczym groźnym. Pewnie na finiszu kilka się uzbiera.
Boki mnie bolą bo jakoś się Pola na prawo uparła i wypycha pupę... Jest już duża, 2200g i goni z wagą swoją siostrę starszą:)

Czułość Lenki jest wzruszająca, do granic. Ona kocha brzuch, Polę, moje piersi, ręce i łokieć! Uwielbia moją goliznę! Jak się zdenerwuje albo ma gorszą chwilę odkrywam brzuch i pozwalam się jej przytulić. Pomaga:))
Planuje co będziemy robić, jak będzie pomagać, czego będzie uczyć siostrę, jest taka przejęta... Rozmawia i rozmawia...

Mówi: "Wiesz Polo jak urośniesz to nauczę Cię jeździć hulajnogą, tylko wolno i dam Ci telefon żeby zadzwonić gdzie jesteś"
albo: "Wiesz Polo, tatuś pojechał do pracy, wróci jak będziemy już spać"
A Tatuś zajęty różnymi rzeczami mniej czasu spędza na głaskaniu brzucha. Mniej niż to robił z Lenką. Teraz Ona robi to za niego.
Teraz wszystko jest inaczej, szybciej. Taki czas no i my już wiemy więcej.

A ja nacieszyć się tym stanem nie mogę... jakoś żal mi że tak szybko czas leci, że jeszcze miesiąc lub dwa ... (lekarz powiedział że miesiąc:))
Może czuję że to ostatni  już raz? Tego nie wiemy...

Teraz Kocham! Kocham ten stan! Wszystko co się z nim wiąże.
To jak wyglądam i to jak się czuję, choć nie zawsze jest super. Kocham!
I dziękuję codziennie że jest dobrze!
Codziennie też modlę się by dobrze było..










Zdjęcia rodzinno- brzuszkowe robiła Aga. Zapraszam do niej na BLOGA oraz do GALERII.
Dziękujemy!! Zrobiła nam wielką frajdę i wspaniałą pamiątkę:)






Ja dziękuję wyjątkowo bo dzięki Agnieszce zobaczyłam że i ja mogę wyglądać seksownie, kobieco i wyjątkowo:)





poniedziałek, 11 listopada 2013

Jestem wdzięczna...


 Nie jest zaskoczeniem, że ci, którzy doświadczają najwięcej wdzięczności, są najradośniejsi, mają najwięcej energii i najmocniej wierzą w możliwość budowania lepszego świata – zarówno na mniejszą, jak i na większą skalę. Ludzie od zawsze wiedzieli, że wdzięczność jest kluczem do większego szczęścia.
Liv Larsson, „Wdzięczność. Najtańszy bilet do szczęścia”

„Jestem wdzięczny:
– kiedy mogę sprzątać po imprezie, bo to znaczy, że mam przyjaciół,
– za podatki, które płacę, bo to znaczy, że mam dochody,
– za ubrania, które są nieco ciasne, bo to znaczy, że mam jedzenie na stole,
– za to, że trzeba skosić trawnik i wymalować dom, bo to znaczy, że mam swój własny kąt (…)
– za osobę, która fałszuje, śpiewając, bo to znaczy, że mogę słyszeć,
– za stertę ubrań na podłodze, bo to znaczy, że mam co na siebie włożyć,
– za zmęczenie i ból w mięśniach, bo to znaczy, że mogę ciężko pracować,
– za budzik, który dzwoni z rana, bo to znaczy, że mogę żyć kolejny dzień”.

I dopisałabym wiele jeszcze... każdy chyba mógłby dopisać.















Cytaty o domu wiszą w wiatrołapie, tak mi się marzyło. Dziękuję LePetitko !
Kolega Lenki, mieszkaniec Azji zamieszkał z nami niedawno:)) Lubię go!!
No i grudzień zakwitł w listopadzie:)